Sposób na więcej jedzenia z bliźniaczką

Bieda doskwierała nie tylko w rodzinie mojej mamy. Również inne gospodarstwa we wsi borykały się z niedostatkiem. Tylko nieliczne dzieci w szkole miały ze sobą drugie śniadanie, a jeszcze mniej takich, które przynosiły ze sobą słodkości. Mama opowiadała, że kolegowała się z pewną Krysią z bogatszego domu, a ta często miała ze sobą jakieś smakołyki i się nimi z mamą dzieliła. Słyszałam też od jednej z cioci historyjkę o pewnym chłopaku, który w dość niesmaczny, aczkolwiek skuteczny sposób zdobywał dla siebie więcej pożywienia. Otóż w wielu rodzinach bywało tak, że zupy jedzono z jednej wielkiej miski – więcej zjadł ten kto szybciej machał łyżką. Chłopak wspomniany był jednak z natury powolny i nie lubił się z niczym spieszyć. Gdy widział, że w misce już zostaje niewiele pokarmu, po prostu pluł do niej. Wszyscy wówczas tracili apetyt, a ten jakby nie było chytry łobuz mógł się spokojnie najeść (człowiek bywa naprawdę nieobliczalny, gdy w grę wchodzi walka o byt). Te wspomnienia muszą być dla tych, którzy odczuli tę biedę dość przejmujące.

Moja mama ma siostrę bliźniaczkę, nie są jednak do siebie fizycznie podobne. Różne są także pod względem zachowania – uwydatniło się to już w latach dziecięcych, a w szczególności w latach szkolnych. Mamie nie przychodziła tak łatwo nauka (być może również z braku czasu na nią), ale zawsze była pilną uczennicą i przejmowała się jeśli nie mogła sobie poradzić z jakimś zadaniem. Często odrabiała lekcje do późna w nocy, gdy tymczasem jej siostra bliźniaczka niczym się nie martwiła i spokojnie spała. Była jednak na tyle sprytna, że wstawała wcześniej, brała zeszyt mamy i spisywała gotowe prace domowe, nieznacznie je zmieniając. Nauczyciele nie mieli jednak problemów z dostrzeżeniem, że prace są bardzo podobne, by nie powiedzieć identyczne – niestety często bardzo niesprawiedliwie, karali je obie. Mama się dalej przejmowała, a ciocia nie zmieniła swojego postępowania i prowadziła “luzacki” tryb życia. Cecha ta utrzymała się do tej pory – mama przejmuje się bardzo różnymi problemami , ciocia stara się żyć dniem dzisiejszym i nie przejmować co będzie jutro, a do problemów podchodzi z większym dystansem – a być może czasem mam ich zbyt wiele, żeby się każdym z osobna przejmować.

Tagi: babcia, bieda, przepis na zupę, siostra bliźniaczka, smutne historie, zupa

Smutna, ale prawdziwa historia rodzinna

Wspomnę teraz o historii, która napawa smutkiem mimo, iż chwilami jest wesoła. Bohaterką po raz kolejny jest ciocia Ala (ciocia nad ciocie). Kiedyś babcia moja czyli jej mama wysłała ją do sklepu po drożdże. Dała jej złotówkę (w tamtych czasach też jakiś taki przelicznik był – powiedzmy, że był ;) ). Ciocia w drodze do sklepu zatrzymała się na ślizgawce – zapomniałam dodać, że była to zima. Pech chciał, że ciocia zgubiła pieniądze w drodze do sklepu. Bała się jednak wrócić do domu, bo wiedziała, że będzie czekało ją lanie. Poszła z płaczem i stanęła pod sklepem. Ktoś jednak ulitował się nad płaczącym dzieckiem i gdy dowiedział się co się stało, kupił cioci drożdże. Uradowana wracała do domu, wciąż jednak myśląc o zgubionych pieniądzach. Patrzyła uważnie i w końcu ją spostrzegła – okazało się, że zgubiła pieniążek w czasie zabawy na ślizgawce. Pochyliła się, żeby podnieść pieniążek jednak ten zdążył już przymarznąć do lodu. Próbowała go obdrapać dookoła, jednak zmarznięte palce nie dawały sobie z tym rady. Ciocia próbowała podwadzić pieniążek kijkiem – na nic jednak nie zdawały się jej starania. Miała już się poddać, ale myśl o przymarzniętym pieniążku nie pozwalała na to. W Końcu ciocia położyła się na lodzie i zaczęła chuchać na pieniążek, ostatecznie go jednak odgryzła. Dumna z siebie wróciła do domu i uczciwie przyznała się do wszystkiego babci. Ta jednak nie podzieliła jej entuzjazmu ( w końcu ciocia wróciła i z drożdżami i z pieniędzmi) i zbiła ją za to, że ciocia zamiast iść prosto do sklepu, bawiła się jeszcze na ślizgawce. Na domiar złego zabrała jej pieniążka, o którym ciocia zdążyła już pomyśleć jako o swojej własności. Tak, z pieniędzmi w domu mojej mamy było krucho – nie zapomnę nigdy jak z kolei druga siostra mamy, ciocia Danusia opowiadała jak w szkole organizowano wycieczkę. Oczywiście dziadkowie nie mieli na to pieniędzy, ale do babci przyjechała jej bogatsza siostra, która ofiarowała dziecku potrzebną sumę. Ciocia Danusia była tak zachwycona, że podzieliła się tą wiadomością z dziadkiem. Ten jednak zabrał jej pieniądze – tak skończyły się marzenia cioci o wycieczce.

Tagi: babcia, płacz dziecka, sklep, smutne historie

Niespodzianka z palcem w…

W najzabawniejszych historyjkach z rodziny mojej mamy brał udział zwykle wujek Józek i ciocia Ala. Wujek miał chyba najbardziej szalone pomysły z całego rodzeństwa. Jedno z opowiadań w sposób szczególny utkwiło w mojej pamięci. Tego dnia wujek powiedział cioci, że ma dla niej niespodziankę. Ciocia uradowała się niezmiernie, ponieważ nie wyczuła, że może się za tym kryć jakiś podstęp (choć znając wujka można się było tego po nim spodziewać). Niczego zatem nie podejrzewając pozwoliła wujkowi zasłonić sobie oczy i zaprowadzić się w jakieś miejsce. Dalej wciąż niczego się nie spodziewając robiła to co wujek kazał. Wujek natomiast przywiązał do czegoś sznurek, tak że wisiał on napięty kilka centymetrów w powietrzu w poziomie w stosunku do ziemi. Cioci zadaniem miało być prowadzenie palcem wskazującym po sznurku – na końcu miała znajdować się obiecana niespodzianka. Ciocia podekscytowana nabrała rozpędu i nagle poczuła, że dotarła do celu. W tym samym czasie rozległ się wrzask kota, a wujek wybuchnął histerycznym śmiechem. Kiedy ciocia ściągnęła chustkę z głowy wiedziała już jaka była jej niespodzianka – na końcu sznurka wujek trzymał kota, a cioci palec znalazł się pod jego ogonem. Przerażony kot sarknął na wujka i przy okazji mocno go podrapał, dając mu minimalną nauczkę za jego wygłupy. Przy okazji historyjek o kotach, przypomniała mi się jeszcze jedna historyjka z tym zwierzątkiem wspomniana, aczkolwiek zaznaczam nie jest to historyjka, która wydarzyła się w mojej rodzinie, tylko w rodzinie pewnego znajomego. Sam zresztą brał w niej udział jako dziecko (muszę jednak przyznać, że wiarygodność historyjki może być wątpliwa, choć znajomy zastrzegał się, że wydarzenia te odbyły się naprawdę). Otóż pewnego dnia ów znajomy (jak wspomniałam był jeszcze wtedy dzieckiem) razem ze swoim młodszym bratem i kuzynką postanowili uprać kota. Mało myśląc wpakowali go do pralki (gdzie byli wówczas opiekunowie?) i ją włączyli – nie była ona na szczęście podłączona do wody. Kotek się więc poobijał, a jak go na powrót wydostali z pralki to, przytoczę tu słowa znajomego, “chodził jak pijany” (w zasadzie niewiadomo czy śmiać się czy płakać).

Tagi: niespodzianka, rodzeństwo, szalone pomysły, wjek józek, wujek

Przygoda z nauczką cioci Ali

Cioci Ala opowiedziała mi najwięcej historyjek, dlatego też prawdopodobnie będzie główną bohaterką tego artykułu. Kolejna przygoda cioci również ją czegoś nauczyła (ta z krową, aby nie dokuczać zwierzętom), ale o tym za chwilę. Jak już wspomniałam, w gospodarstwie moich dziadków panowała straszna bieda – moja mama i jej rodzeństwo nie mogli liczyć na słodycze czy inne smakołyki. Zatem musieli sobie jakoś radzić – ulubionym smakołykiem cioci było maczany chleb w śmietanie, najlepiej jeszcze z cukrem (ale o to było już ciężej). Nie był to jednak dozwolony smakołyk, babcia nie pozwalała na to, gdyż śmietana była na sprzedaż. Ciocia robiła to zwykle w tajemnicy – umoczyła chleb w śmietanie i uciekała za stodołę. Nigdy nie została na tym przyłapana. Tak było i tego feralnego dnia – ciocia zakradła się do ciemnej sieni (tak starsi ludzie nazywają ganek) do garnka ze śmietaną. Rozglądając się czy nikt nie widzi, jednocześnie zanurzyła chleb w śmietanie, który po chwili żuła już oczywiście w ustach. Nagle otworzyły się drzwi wejściowe i ganek zalał snop światła. Ciocia została przyłapana przez babcię, która zaczęła okładać ją dla nauczki ścierą – jednak nie to okazało się najgorsze. Ciocia zaczęła krzyczeć w momencie, gdy zobaczyła, że na wierzchu śmietany pływa zdechła, tłusta mysz, która pewnie też chciała uraczyć się przysmakiem i przez przypadek do niego wpadła, kończąc w ten sposób swój mysi żywot (niejednemu marzy się taka śmierć – choć to żart dość makabryczny). W ten sposób ciocia ukarała samą siebie za łakomstwo i oszustwa, jakich się dopuszczała. Ale skoro mowa o jedzeniu wspomnę tu tylko, jak ciocia radziła sobie już znacznie później – w okresie miłości nastoletnich. Ciocia zaczęła się spotykać ze wspomnianym już wcześniej sąsiadem Heńkiem – muszę tu wspomnieć, że w tym czasie pracował on przy wyrobie kiełbas i wędlin, zawsze więc coś cioci w podarunku przynosił. Wszyscy się dziwili kiedy ciocia nie jadła kolacji tak jak inni, a wyglądała lepiej od każdej z sióstr. Kiedy prawda jednak wyszła na jaw, wszyscy żartowali, że ciocia zakochała się w wujka kiełbasie?

Tagi: ciocia ala, historyjka, historyjki, kiełbasa, na gorącym uczynku, smakołyki, wyroby mięsne

Historia o krowie

Moja mama wraz ze swoją rodziną mieszkała na wsi – panowała wówczas w większości gospodarstw straszna bieda. Większość gospodarstw utrzymywała się z rolnictwa – głównie z uprawy zbóż i ziemniaków, a także z hodowli zwierząt, najczęściej krów, świń i różnego rodzaju drobiu. Tak było też w gospodarstwie moich dziadków. Trzeba przyznać, że panowała u nich wyjątkowa bieda, gdyż rodzina była dość liczna – siedmioro dzieci (choć jak na ówczesne czasy nie było to zjawisko aż tak niezwykłe jak teraz), a ich gospodarka nie przynosiła należytych dochodów. O tym świadczy choćby fakt, że w gospodarstwie była tylko jedna krowa. I o tej krowie nastąpi teraz krótka historyjka. Owego dnia pasanie krowy przypadło w udziale cioci o imieniu Ala. Ala wzięła krowę za postronek i poszła na łąkę. W drodze na miejsce ciocia z nudów strasznie dokuczała – szarpała za ucho itd. Gdy doszły na miejsce siadła w pobliżu i jak to było w zwyczaju ówczesnych dziewcząt zaczęła podśpiewywać. Krowa nie wykazująca się nigdy agresją czy złośliwością spokojnie żuła sobie trawę. Nagle cioci zachciało się sikać (przecież nic co ludzkie nie jest nam obce, więc myślę, że nikogo to nie zniesmaczy). W pobliżu nie było nikogo, więc postanowiła to wykorzystać i nie szukać drzewek czy innych krzaczków. Kucnęła sobie niedaleko krowy, aż tu nagle poczuła, że unosi się nad ziemią ( uprzedzając zbędne pytania, odpowiem – nie, ciocia nie umiała lewitować). Więc co też sprawiło, że ciocia zawisła nagle metr nad ziemią? Pewnie większość już się domyśla, że dokonała tego krowa – pytanie jak to zrobiła? Otóż podeszła do cioci od tyłu i zaczepiając rogami o zsunięte spodnie uniosła niczego niespodziewającą się ciocię do góry. Krzyku, strachu i paniki było co niemiara – spodnie jednak nie wytrzymały zbyt długo i po chwili ciocia leżała z potłuczoną pupą na ziemi. Jej panika jeszcze wzrosła, kiedy na miejsce przybył młody sąsiad, skrywana miłość cioci, a później przyszły mąż – wujek Heniek. Ciocia przestraszona, leżąca w trawie ze zsuniętymi spodniami i liżąca ją po twarzy krowa to musiał być dla niego dość zabawny widok.

Tagi: krowa, mama, rodzina, siostra, śmieszne historie, tajemnice rodzinne