Każda rodzina zaczyna się od dwojga ludzi, którzy postanawiają ją założyć. Wtedy z reguły mężczyzna i kobieta biorą ślub kościelny lub też cywilny i z reguły później gdzieś tam przychodzi pora na dzieci. Po przyjściu na świat małego brzdąca wszystko wywraca się do góry nogami i wiele małżeństw nie wytrzymuje tej próby. Stąd też wiele rodzin już w zalążku kończy jako para po rozwodzie i stąd też mamy wiele rodzin upośledzonych w czynnościach społecznych – są to przede wszystkim samotne matki z dziećmi i samotni ojcowie z dziećmi. Pierwsze dziecko jednak jest rewolucją małej próby – prawdziwe schody zaczynają się przy drugim dziecku, a już przy trzecim czy czwartym osiągamy apogeum hardcore’u. Między rodzeństwem bowiem zaczynają się rodzić przeróżne uczucia, i nie zawsze są to uczucia pozytywne. Z reguły są to bowiem uczucia negatywne, takie jak zazdrość czy nienawiść nawet, chociaż to z reguły zdarza się dość rzadko. Ponadto zazdrość i rywalizacja wśród rodzeństwa jest rzeczą dość powszechną.
Co w rodzinie, to nie zginie – mówi znane wszystkim chyba słynne powiedzenie Rodana z MIlletu, który żył dawno temu i nieprawda. I ja tez tak myślę! Mam jednak wrażenie, bliżej analizując to pełne głębokiego wyrazu stwierdzenie mistrza, że powiedzenie to ma stanowczo drugie dno. Może ono mieć wydźwięk pozytywny – jako że to, co zrobimy dla kogoś z rodziny zawsze będzie nam odpłacone, jednak może mieć też ono wydźwięk stanowczo negatywny – czyli każda rzecz, którą uczynimy komuś z rodziny, zostanie wyciągnięta na jaw przy każdej możliwej sytuacji i nie zostanie nam nigdy przepomniana. Każda wina zrobiona w rodzinie nie zginie – będzie spotęgowana, pomnożona razy dziesięć podniesiona do potęgi i zwrócona w naszą stronę tak, żebyśmy dosadnie mogli poczuć jej ciężar i winę. Kochajmy się jak bracia, liczmy się jak Żydzi – o tym należy pamiętać robiąc interesy w rodzinie, bo też w rodzinie tak naprawdę robiąc jakieś przysługi trzeba być najbardziej ostrożnym, uczciwym i nieskończenie skrupulatnym.


