Rodzina “normalna” czy rodzina patologiczna?

Rodzina
Rodzina jest bardzo ważna. Składa się z minimum dwóch osób czyli pary osób dorosłych. W tradycyjnym zrozumieniu parę tę tworzą mężczyzna i kobieta. W obecnych czasach może to być jednak para kobiet lub mężczyzn. Oczywiście, wiele osób, szczególnie religijnych, ale nie tylko, mocno by się sprzeciwiła takiemu stwierdzeniu, ale we współczesnym świecie jest to możliwe. Zwykle para taka nie stanowi związku oficjalnego – większość państw nie zatwierdziło pomysłu możliwości zawierania małżeństw osobom homoseksualnym. Jest to nadal kontrowersyjna kwestia, która pewnie jeszcze długo będzie wzbudzała emocje i wywoływała burzliwe dyskusje. Poza parą osób, które „rządzą” rodziną często istnieją także dzieci. Tego typu połączenie osób to podstawowe rozumienie słowa „rodzina”. Para – mamusia i tatuś oraz dzieci – łącznie tworzą rodzinę czyli podstawową komórkę społeczną, czy raczej podstawową grupę społeczną, połączoną więzami krwi i emocjonalnymi więzami, mają na siebie duży wpływ, choć oczywiście są wyjątki.

Rodzina patologiczna

Czasem zdarza się, że w rodzinie pojawiają się problemy i to duże problemy. Niestety tam, gdzie chodzi o ludzi, a w szczególności o grupę ludzi, którą przecież rodzina jest, zawsze wchodzą w grę pewne problemy. Niestety w niektórych rodzinach zdarzają się znacznie większe niż przeciętnie problemy. Takie rodziny nazywamy rodzinami patologicznymi. Mają poważne problemy, które niejednokrotnie należy leczyć u specjalistów. Bardzo częstym i poważnym problemem jest alkoholizm w rodzinach. Najczęściej choroba ta dotyka mężczyzn – mężów i ojców, ale niejednokrotnie zdarza się, że oboje rodzice są uzależnieni. Wielokrotnie w telewizji można usłyszeć o nietrzeźwych matkach, które nieodpowiedzialnie opiekowały się swoimi dziećmi – ostatnio głośno było o matce, która zabrała na spacer swojego dwuletniego synka i nie założyłam mu butów. Fakt ten jest jeszcze bardziej szokujący, gdy dodamy, że było to przy kilkustopniowym mrozie. W rodzinie patologicznej często pojawia się przemoc. Najczęściej ofiarami są żony i dzieci. Często nie mają odwagi odejść od mężów-katów.

Tagi: dziecko, patologia, problemy rodzinne, rodzice, rodzina patologiczna

Rodziny zastępcze i rodziny patologiczne

Często zdarza się, że rodzice mimo usilnych starań w tym kierunku nie mogą mieć upragnionego przez siebie dziecka. Sądzą wtedy, że ich rodzina jest w jakiś sposób niekompletna, upośledzona społecznie i że nie spełnia w żaden sposób podstawowej swojej roli i założenia, dla którego niby jest stworzona – czyli wychowywania dzieci. Przez to ludzie czują na sobie presję środowiska i otoczenia i za wszelką cenę starają się to zmienić. Dobrym sposobem na to jest stanie się rodziną zastępczą dla jakiegoś dzieciaka po to, żeby go potem móc przysposobić, czyli innymi słowy adoptować. Wtedy dziecko już zostaje z nami na stałe. Jednak oczywiście jak i inne rzeczy, tak i przysposobienie dziecka w naszym kraju nie jest rzeczą prostą ani łatwą. Są to żmudne procedury wymagające szczegółowych wywiadów środowiskowych w domu rodzinnym. Rodzina taka poddawana jest szczegółowym śledztwom ze strony pan z ośrodków adopcyjnych. A przecież odstrasza to tak wielu potencjalnych rodziców! Osób chętnych do tego, żeby adoptować dziecko i stworzyć mu rodzinę.

Rodzina patologiczna

Jednak nie każda rodzina jest szczęśliwą rodziną – możemy to zaobserwować bardzo łatwo, wystarczy, że na chwilę wyjdziemy przed własny dom i pooglądamy to, co się dzieje na naszych osiedlach. Nierzadko bowiem to właśnie tam najłatwiej spotkać się nam z różnego rodzaju patologiami społecznymi. Nierzadkim zjawiskiem są włóczące się bez opieki dzieci notorycznych pijaków czy narkomanów. Ulegają one wpływom złym od samego początku swojego życia w rodzinie, i dlatego jest to zjawisko wysoce niepokojące i stawiające wszystko na pozycji góry mniej ważnej. Najważniejsze jest to, żeby rodzina nie była złym przykładem dla dziecka. Dopóki ma ono dobre wzorce, nawet w rodzinie niepełnej czy rozbitej, to jest jeszcze dobrze. Gorzej, gdy w rozbitej rodzinie matka czy ojciec, z którym mieszka dziecko też jest alkoholikiem. Ze względu na ogromny i znaczący wpływ, jaki ma rodzinne środowisko na dziecko w czasie jego wczesnego rozwoju, wskazanym jest, żeby jednak rozwijało się ono w całkowicie pełnej rodzinie.


Jak brat z bratem…

Każda rodzina zaczyna się od dwojga ludzi, którzy postanawiają ją założyć. Wtedy z reguły mężczyzna i kobieta biorą ślub kościelny lub też cywilny i z reguły później gdzieś tam przychodzi pora na dzieci. Po przyjściu na świat małego brzdąca wszystko wywraca się do góry nogami i wiele małżeństw nie wytrzymuje tej próby. Stąd też wiele rodzin już w zalążku kończy jako para po rozwodzie i stąd też mamy wiele rodzin upośledzonych w czynnościach społecznych – są to przede wszystkim samotne matki z dziećmi i samotni ojcowie z dziećmi. Pierwsze dziecko jednak jest rewolucją małej próby – prawdziwe schody zaczynają się przy drugim dziecku, a już przy trzecim czy czwartym osiągamy apogeum hardcore’u. Między rodzeństwem bowiem zaczynają się rodzić przeróżne uczucia, i nie zawsze są to uczucia pozytywne. Z reguły są to bowiem uczucia negatywne, takie jak zazdrość czy nienawiść nawet, chociaż to z reguły zdarza się dość rzadko. Ponadto zazdrość i rywalizacja wśród rodzeństwa jest rzeczą dość powszechną.

Co w rodzinie, to nie zginie – mówi znane wszystkim chyba słynne powiedzenie Rodana z MIlletu, który żył dawno temu i nieprawda. I ja tez tak myślę! Mam jednak wrażenie, bliżej analizując to pełne głębokiego wyrazu stwierdzenie mistrza, że powiedzenie to ma stanowczo drugie dno. Może ono mieć wydźwięk pozytywny – jako że to, co zrobimy dla kogoś z rodziny zawsze będzie nam odpłacone, jednak może mieć też ono wydźwięk stanowczo negatywny – czyli każda rzecz, którą uczynimy komuś z rodziny, zostanie wyciągnięta na jaw przy każdej możliwej sytuacji i nie zostanie nam nigdy przepomniana. Każda wina zrobiona w rodzinie nie zginie – będzie spotęgowana, pomnożona razy dziesięć podniesiona do potęgi i zwrócona w naszą stronę tak, żebyśmy dosadnie mogli poczuć jej ciężar i winę. Kochajmy się jak bracia, liczmy się jak Żydzi – o tym należy pamiętać robiąc interesy w rodzinie, bo też w rodzinie tak naprawdę robiąc jakieś przysługi trzeba być najbardziej ostrożnym, uczciwym i nieskończenie skrupulatnym.

Tagi: brat, dzieci, interesy rodzinne, konflikty rodzinne, rodzeństwo, rodzice, rodzina, rodzinne niesnaski, siostra, zazdrość w rodzeństwie

Sposób na więcej jedzenia z bliźniaczką

Bieda doskwierała nie tylko w rodzinie mojej mamy. Również inne gospodarstwa we wsi borykały się z niedostatkiem. Tylko nieliczne dzieci w szkole miały ze sobą drugie śniadanie, a jeszcze mniej takich, które przynosiły ze sobą słodkości. Mama opowiadała, że kolegowała się z pewną Krysią z bogatszego domu, a ta często miała ze sobą jakieś smakołyki i się nimi z mamą dzieliła. Słyszałam też od jednej z cioci historyjkę o pewnym chłopaku, który w dość niesmaczny, aczkolwiek skuteczny sposób zdobywał dla siebie więcej pożywienia. Otóż w wielu rodzinach bywało tak, że zupy jedzono z jednej wielkiej miski – więcej zjadł ten kto szybciej machał łyżką. Chłopak wspomniany był jednak z natury powolny i nie lubił się z niczym spieszyć. Gdy widział, że w misce już zostaje niewiele pokarmu, po prostu pluł do niej. Wszyscy wówczas tracili apetyt, a ten jakby nie było chytry łobuz mógł się spokojnie najeść (człowiek bywa naprawdę nieobliczalny, gdy w grę wchodzi walka o byt). Te wspomnienia muszą być dla tych, którzy odczuli tę biedę dość przejmujące.

Moja mama ma siostrę bliźniaczkę, nie są jednak do siebie fizycznie podobne. Różne są także pod względem zachowania – uwydatniło się to już w latach dziecięcych, a w szczególności w latach szkolnych. Mamie nie przychodziła tak łatwo nauka (być może również z braku czasu na nią), ale zawsze była pilną uczennicą i przejmowała się jeśli nie mogła sobie poradzić z jakimś zadaniem. Często odrabiała lekcje do późna w nocy, gdy tymczasem jej siostra bliźniaczka niczym się nie martwiła i spokojnie spała. Była jednak na tyle sprytna, że wstawała wcześniej, brała zeszyt mamy i spisywała gotowe prace domowe, nieznacznie je zmieniając. Nauczyciele nie mieli jednak problemów z dostrzeżeniem, że prace są bardzo podobne, by nie powiedzieć identyczne – niestety często bardzo niesprawiedliwie, karali je obie. Mama się dalej przejmowała, a ciocia nie zmieniła swojego postępowania i prowadziła “luzacki” tryb życia. Cecha ta utrzymała się do tej pory – mama przejmuje się bardzo różnymi problemami , ciocia stara się żyć dniem dzisiejszym i nie przejmować co będzie jutro, a do problemów podchodzi z większym dystansem – a być może czasem mam ich zbyt wiele, żeby się każdym z osobna przejmować.

Tagi: babcia, bieda, przepis na zupę, siostra bliźniaczka, smutne historie, zupa

Smutna, ale prawdziwa historia rodzinna

Wspomnę teraz o historii, która napawa smutkiem mimo, iż chwilami jest wesoła. Bohaterką po raz kolejny jest ciocia Ala (ciocia nad ciocie). Kiedyś babcia moja czyli jej mama wysłała ją do sklepu po drożdże. Dała jej złotówkę (w tamtych czasach też jakiś taki przelicznik był – powiedzmy, że był ;) ). Ciocia w drodze do sklepu zatrzymała się na ślizgawce – zapomniałam dodać, że była to zima. Pech chciał, że ciocia zgubiła pieniądze w drodze do sklepu. Bała się jednak wrócić do domu, bo wiedziała, że będzie czekało ją lanie. Poszła z płaczem i stanęła pod sklepem. Ktoś jednak ulitował się nad płaczącym dzieckiem i gdy dowiedział się co się stało, kupił cioci drożdże. Uradowana wracała do domu, wciąż jednak myśląc o zgubionych pieniądzach. Patrzyła uważnie i w końcu ją spostrzegła – okazało się, że zgubiła pieniążek w czasie zabawy na ślizgawce. Pochyliła się, żeby podnieść pieniążek jednak ten zdążył już przymarznąć do lodu. Próbowała go obdrapać dookoła, jednak zmarznięte palce nie dawały sobie z tym rady. Ciocia próbowała podwadzić pieniążek kijkiem – na nic jednak nie zdawały się jej starania. Miała już się poddać, ale myśl o przymarzniętym pieniążku nie pozwalała na to. W Końcu ciocia położyła się na lodzie i zaczęła chuchać na pieniążek, ostatecznie go jednak odgryzła. Dumna z siebie wróciła do domu i uczciwie przyznała się do wszystkiego babci. Ta jednak nie podzieliła jej entuzjazmu ( w końcu ciocia wróciła i z drożdżami i z pieniędzmi) i zbiła ją za to, że ciocia zamiast iść prosto do sklepu, bawiła się jeszcze na ślizgawce. Na domiar złego zabrała jej pieniążka, o którym ciocia zdążyła już pomyśleć jako o swojej własności. Tak, z pieniędzmi w domu mojej mamy było krucho – nie zapomnę nigdy jak z kolei druga siostra mamy, ciocia Danusia opowiadała jak w szkole organizowano wycieczkę. Oczywiście dziadkowie nie mieli na to pieniędzy, ale do babci przyjechała jej bogatsza siostra, która ofiarowała dziecku potrzebną sumę. Ciocia Danusia była tak zachwycona, że podzieliła się tą wiadomością z dziadkiem. Ten jednak zabrał jej pieniądze – tak skończyły się marzenia cioci o wycieczce.

Tagi: babcia, płacz dziecka, sklep, smutne historie