Rodzinne spotkania

Każdy z nas rodzi się w jakiejś rodzinie – mniej lub bardziej upośledzonej lub rozwiniętej społecznie. Każdy z nas też ma gdzies zakodowaną potrzebę stworzenia kiedyś takiej rodziny. Rodzina jest podstawową jednostką społeczną. Jej zadaniem jest zapewnić możliwie najdogodniejsze warunki do rozwoju i wzrostu dla małych osobników, którzy potem będą dalej budowali społeczeństwo. Żeby działało ono poprawnie, potrzebna jest rodzina, żeby mogła prezentować odpowiednie wzorce zachowań. Rodzina daje nam komfort psychiczny, sprawia, że zawsze jest ktoś, kto nas wesprze w problemach, pomoże nam się pozbierać, gdy mamy jakiś problem. Rodzina jest po to, by dawać nam dobrą pozycję już na starcie społecznym w nasze dorosłe życie. Dzięki temu łatwiej jest nam sobie radzić w trudnych sytuacjach, które daje nam los. Rodzina zawsze nam pomoże, dlatego, że to rodzina, i nie należy nawet wątpić w taką ewentualność. Co jak co – rodzina zawsze jest rodziną i sądzę, że nie ma wielu rzeczy, które potrafią to zmienić na gorsze lub lepsze.

Najbliższą dla nas rodziną z reguły są nasi rodzice  – mama i tata, oraz nasze rodzeństwo – brat lub siostra. Dodatkowo czasem zdarza się, że do najbliższej rodziny zaliczamy także anszych rodziców naszych rodziców – czyli dla ans są oni dziadkami. Dziadek i babcia często zostają ze swoimi wnukami – czyli z dziećmi swoich dzieci po to, by ich dopilnować, zaopiekować się nimi czy odprowadzić do szkoły. Dziadek i babcia są czynnikami dość ważnymi i znaczącymi w wychowaniu dzieci w obecnych czasach. Umożliwiają oni powrót do pracy rodzicom dzieci i zostają z nimi, kiedy rodzice są w pracy. Dziadek i babcia są tym dla dziecka, czym dla nas nasza babcia i dziadek. Pamiętacie, jak nas rozpieszczali w dzieciństwie? Te czekoladki, potajemnie wsuwanie do naszych kieszonek? Tak, tak, w obecnych czasach dziadkowie w ten sam sposób rozpieszczają swoich wnusiów i wnusie. Nie ma to jak dobry spacer z dzieckiem w warszawskich łazienkach czy chociażby chodzić po parku jesiennym i zbierać kasztany. Potem z tych kasztanów można robić ludziki i dobrze się nimi pobawić.

Tagi: babcia, brat, córka, dziadek, dziadkowie., dzieci, mama, rodzice, rodzina, Rodzinne spotkania, siostra, syn, tata

Sposób na więcej jedzenia z bliźniaczką

Bieda doskwierała nie tylko w rodzinie mojej mamy. Również inne gospodarstwa we wsi borykały się z niedostatkiem. Tylko nieliczne dzieci w szkole miały ze sobą drugie śniadanie, a jeszcze mniej takich, które przynosiły ze sobą słodkości. Mama opowiadała, że kolegowała się z pewną Krysią z bogatszego domu, a ta często miała ze sobą jakieś smakołyki i się nimi z mamą dzieliła. Słyszałam też od jednej z cioci historyjkę o pewnym chłopaku, który w dość niesmaczny, aczkolwiek skuteczny sposób zdobywał dla siebie więcej pożywienia. Otóż w wielu rodzinach bywało tak, że zupy jedzono z jednej wielkiej miski – więcej zjadł ten kto szybciej machał łyżką. Chłopak wspomniany był jednak z natury powolny i nie lubił się z niczym spieszyć. Gdy widział, że w misce już zostaje niewiele pokarmu, po prostu pluł do niej. Wszyscy wówczas tracili apetyt, a ten jakby nie było chytry łobuz mógł się spokojnie najeść (człowiek bywa naprawdę nieobliczalny, gdy w grę wchodzi walka o byt). Te wspomnienia muszą być dla tych, którzy odczuli tę biedę dość przejmujące.

Moja mama ma siostrę bliźniaczkę, nie są jednak do siebie fizycznie podobne. Różne są także pod względem zachowania – uwydatniło się to już w latach dziecięcych, a w szczególności w latach szkolnych. Mamie nie przychodziła tak łatwo nauka (być może również z braku czasu na nią), ale zawsze była pilną uczennicą i przejmowała się jeśli nie mogła sobie poradzić z jakimś zadaniem. Często odrabiała lekcje do późna w nocy, gdy tymczasem jej siostra bliźniaczka niczym się nie martwiła i spokojnie spała. Była jednak na tyle sprytna, że wstawała wcześniej, brała zeszyt mamy i spisywała gotowe prace domowe, nieznacznie je zmieniając. Nauczyciele nie mieli jednak problemów z dostrzeżeniem, że prace są bardzo podobne, by nie powiedzieć identyczne – niestety często bardzo niesprawiedliwie, karali je obie. Mama się dalej przejmowała, a ciocia nie zmieniła swojego postępowania i prowadziła “luzacki” tryb życia. Cecha ta utrzymała się do tej pory – mama przejmuje się bardzo różnymi problemami , ciocia stara się żyć dniem dzisiejszym i nie przejmować co będzie jutro, a do problemów podchodzi z większym dystansem – a być może czasem mam ich zbyt wiele, żeby się każdym z osobna przejmować.

Tagi: babcia, bieda, przepis na zupę, siostra bliźniaczka, smutne historie, zupa

Smutna, ale prawdziwa historia rodzinna

Wspomnę teraz o historii, która napawa smutkiem mimo, iż chwilami jest wesoła. Bohaterką po raz kolejny jest ciocia Ala (ciocia nad ciocie). Kiedyś babcia moja czyli jej mama wysłała ją do sklepu po drożdże. Dała jej złotówkę (w tamtych czasach też jakiś taki przelicznik był – powiedzmy, że był ;) ). Ciocia w drodze do sklepu zatrzymała się na ślizgawce – zapomniałam dodać, że była to zima. Pech chciał, że ciocia zgubiła pieniądze w drodze do sklepu. Bała się jednak wrócić do domu, bo wiedziała, że będzie czekało ją lanie. Poszła z płaczem i stanęła pod sklepem. Ktoś jednak ulitował się nad płaczącym dzieckiem i gdy dowiedział się co się stało, kupił cioci drożdże. Uradowana wracała do domu, wciąż jednak myśląc o zgubionych pieniądzach. Patrzyła uważnie i w końcu ją spostrzegła – okazało się, że zgubiła pieniążek w czasie zabawy na ślizgawce. Pochyliła się, żeby podnieść pieniążek jednak ten zdążył już przymarznąć do lodu. Próbowała go obdrapać dookoła, jednak zmarznięte palce nie dawały sobie z tym rady. Ciocia próbowała podwadzić pieniążek kijkiem – na nic jednak nie zdawały się jej starania. Miała już się poddać, ale myśl o przymarzniętym pieniążku nie pozwalała na to. W Końcu ciocia położyła się na lodzie i zaczęła chuchać na pieniążek, ostatecznie go jednak odgryzła. Dumna z siebie wróciła do domu i uczciwie przyznała się do wszystkiego babci. Ta jednak nie podzieliła jej entuzjazmu ( w końcu ciocia wróciła i z drożdżami i z pieniędzmi) i zbiła ją za to, że ciocia zamiast iść prosto do sklepu, bawiła się jeszcze na ślizgawce. Na domiar złego zabrała jej pieniążka, o którym ciocia zdążyła już pomyśleć jako o swojej własności. Tak, z pieniędzmi w domu mojej mamy było krucho – nie zapomnę nigdy jak z kolei druga siostra mamy, ciocia Danusia opowiadała jak w szkole organizowano wycieczkę. Oczywiście dziadkowie nie mieli na to pieniędzy, ale do babci przyjechała jej bogatsza siostra, która ofiarowała dziecku potrzebną sumę. Ciocia Danusia była tak zachwycona, że podzieliła się tą wiadomością z dziadkiem. Ten jednak zabrał jej pieniądze – tak skończyły się marzenia cioci o wycieczce.

Tagi: babcia, płacz dziecka, sklep, smutne historie