W najzabawniejszych historyjkach z rodziny mojej mamy brał udział zwykle wujek Józek i ciocia Ala. Wujek miał chyba najbardziej szalone pomysły z całego rodzeństwa. Jedno z opowiadań w sposób szczególny utkwiło w mojej pamięci. Tego dnia wujek powiedział cioci, że ma dla niej niespodziankę. Ciocia uradowała się niezmiernie, ponieważ nie wyczuła, że może się za tym kryć jakiś podstęp (choć znając wujka można się było tego po nim
spodziewać). Niczego zatem nie podejrzewając pozwoliła wujkowi zasłonić sobie oczy i zaprowadzić się w jakieś miejsce. Dalej wciąż niczego się nie spodziewając robiła to co wujek kazał. Wujek natomiast przywiązał do czegoś sznurek, tak że wisiał on napięty kilka centymetrów w powietrzu w poziomie w stosunku do ziemi. Cioci zadaniem miało być prowadzenie palcem wskazującym po sznurku – na końcu miała znajdować się obiecana niespodzianka. Ciocia podekscytowana nabrała rozpędu i nagle poczuła, że dotarła do celu. W tym samym czasie rozległ się wrzask kota, a wujek wybuchnął histerycznym śmiechem. Kiedy ciocia ściągnęła chustkę z głowy wiedziała już jaka była jej niespodzianka – na końcu sznurka wujek trzymał kota, a cioci palec znalazł się pod jego ogonem. Przerażony kot sarknął na wujka i przy okazji mocno go podrapał, dając mu minimalną nauczkę za jego wygłupy. Przy okazji historyjek o kotach, przypomniała mi się jeszcze jedna historyjka z tym zwierzątkiem wspomniana, aczkolwiek zaznaczam nie jest to historyjka, która wydarzyła się w mojej rodzinie, tylko w rodzinie pewnego znajomego. Sam zresztą brał w niej udział jako dziecko (muszę jednak przyznać, że wiarygodność historyjki może być wątpliwa, choć znajomy zastrzegał się, że wydarzenia te odbyły się naprawdę). Otóż pewnego dnia ów znajomy (jak wspomniałam był jeszcze wtedy dzieckiem) razem ze swoim młodszym bratem i kuzynką postanowili uprać kota. Mało myśląc wpakowali go do pralki (gdzie byli wówczas opiekunowie?) i ją włączyli – nie była ona na szczęście podłączona do wody. Kotek się więc poobijał, a jak go na powrót wydostali z pralki to, przytoczę tu słowa znajomego, “chodził jak pijany” (w zasadzie niewiadomo czy śmiać się czy płakać).
18
